Brama 41 / I Ching

Wyobraźnia, pragnienie i odwaga rozpoczęcia nowego doświadczenia

Zanim coś wydarzy się w naszym życiu, często najpierw pojawia się jako obraz, tęsknota albo ciche „a co, gdyby...?”. Wyobraźnia potrafi otworzyć drzwi do przyszłości. Ale przychodzi moment, kiedy trzeba przestać wyobrażać sobie życie i zacząć je przeżywać.

Kontekst w ciele

Centrum
Centrum Korzenia
Kanał
30-41 Kanał Rozpoznania (z Bramą 30)

Brama 41 w Human Design znajduje się w Centrum Korzenia i jest związana z początkiem nowego cyklu doświadczenia, pragnieniem oraz wyobraźnią, która kieruje naszą uwagę ku temu, czego jeszcze nie znamy. Jest w niej coś niezwykle ludzkiego. Zdolność zobaczenia czegoś, czego jeszcze nie ma. Możemy siedzieć przy tym samym stole, wykonywać tę samą pracę i mieszkać w tym samym miejscu, a jednak gdzieś w naszym wnętrzu zaczyna już powstawać obraz innego życia.

„A gdybym założyła/założył własną firmę?”

„A gdybym zamieszkała/zamieszkał nad morzem?”

„A gdybym napisała/napisał książkę?”

„A gdybym zakończyła/zakończył ten etap?”

„A gdybym pozwoliła/pozwolił sobie zrobić coś zupełnie inaczej?”

Nic jeszcze się nie wydarzyło.

Nie ma biletu.

Nie ma umowy.

Nie ma pierwszej strony.

Nie ma nowego domu.

Nie ma produktu.

Nie ma decyzji.

Jest obraz.

Czasami bardzo delikatny.

Ale właśnie od takich obrazów zaczyna się ogromna część ludzkiego życia.

Zanim coś stworzymy, musimy być w stanie dopuścić możliwość, że może istnieć.

Dlatego wyobraźnia nie jest czymś błahym.

Jest przestrzenią, w której rzeczywistość może zostać po raz pierwszy pomyślana inaczej.

Ale jest również pułapką.

Bo możemy wyobrażać sobie życie tak długo, że samo wyobrażanie zacznie zastępować jego przeżywanie.

I być może właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie Bramy 41:

Czy moje marzenia otwierają mnie na życie, czy pozwalają mi odkładać życie na później?

Jak ta jakość może przejawiać się w codzienności?

Każdy z nas zna doświadczenie oczekiwania na coś.

Wakacje.

Randkę.

Premierę projektu.

Przeprowadzkę.

Nową pracę.

Spotkanie.

Podróż.

Czasami oczekiwanie jest niemal równie intensywne jak samo wydarzenie.

Wyobrażamy sobie, jak będzie.

Co poczujemy.

Jak będziemy wyglądać.

Co powiemy.

Jak zareaguje druga osoba.

Tworzymy w głowie mały film przyszłości.

I nie ma w tym niczego złego.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy zapominamy, że film jest filmem.

Rzeczywistość prawdopodobnie będzie inna.

Restauracja może wyglądać inaczej niż na zdjęciach.

Podróż może zawierać opóźniony lot.

Nowa praca może przynieść zarówno ekscytację, jak i nudne spotkania.

Wymarzona firma może oznaczać również faktury, podatki i rozmowy, których nie mieliśmy w swojej wizji.

Relacja może dać nam miłość, ale niekoniecznie dokładnie w formie, którą napisaliśmy dla niej w scenariuszu.

Kiedy bardzo przywiązujemy się do wyobrażenia, prawdziwe doświadczenie zaczyna konkurować z fantazją.

I prawie zawsze przegrywa.

Fantazja nie ma korków.

Nie ma zmęczenia.

Nie ma rachunków.

Nie ma różnicy zdań.

Nie ma poniedziałkowego poranka.

Rzeczywistość ma.

Dojrzałość nie wymaga więc od nas rezygnacji z marzeń.

Wymaga gotowości, żeby pozwolić rzeczywistości być bogatszą, bardziej nieprzewidywalną i czasami mniej elegancką niż nasz wewnętrzny film.

Wyobraźnia może otwierać drzwi

Zanim człowiek zmieni życie, często musi najpierw zobaczyć, że zmiana jest możliwa.

Jeżeli przez dwadzieścia lat robimy coś w określony sposób, możemy przestać zauważać, że istnieją inne możliwości.

„Tak po prostu jest.”

„W mojej rodzinie wszyscy tak żyją.”

„W mojej branży tak się robi.”

„Na tym etapie życia już się nie zaczyna od nowa.”

„Ja nie jestem taką osobą.”

I wtedy pojawia się myśl:

„A gdyby jednak?”

To małe pytanie potrafi zrobić szczelinę w ścianie.

Jeszcze niczego nie zmienia.

Ale wpuszcza światło.

Możemy wyobrazić sobie siebie w innej roli.

Innym mieście.

Innej relacji z pracą.

Innym sposobie zarabiania.

Innym sposobie tworzenia.

Innym sposobie bycia ze sobą.

To nie jest gwarancja, że powinniśmy w tę stronę pójść.

Wyobraźnia nie jest decyzją.

Jest możliwością.

I właśnie dlatego warto jej słuchać bez automatycznego podporządkowywania jej całego życia.

Możemy zapytać:

„Co to marzenie próbuje mi pokazać?”

Być może naprawdę chcę zmienić pracę.

A być może potrzebuję więcej wolności w tej, którą już mam.

Być może naprawdę chcę przeprowadzić się do innego kraju.

A być może tęsknię za przygodą, której od dawna brakuje w mojej codzienności.

Być może nie potrzebuję od razu burzyć życia.

Być może najpierw potrzebuję zrozumieć pragnienie.

Marzenie nie jest jeszcze planem

Istnieje moment, w którym piękna wizja potrzebuje spotkać się z kartką papieru.

Jeżeli naprawdę chcę napisać książkę, ile czasu jestem gotowa/gotowy na nią przeznaczyć?

Jeżeli chcę zmienić zawód, jakich kompetencji potrzebuję?

Jeżeli chcę przeprowadzić się do innego kraju, jakie będą koszty, formalności i konsekwencje?

Jeżeli chcę zbudować firmę, komu zamierzam pomagać i za co ludzie będą płacić?

Jeżeli chcę więcej wolności, co konkretnie musi się zmienić w moim kalendarzu, finansach albo zobowiązaniach?

To jest moment, w którym wiele marzeń umiera.

Nie dlatego, że były niemożliwe.

Dlatego, że fantazja była przyjemniejsza od procesu.

W fantazji jesteśmy autorką/autorem książki.

W rzeczywistości trzeba usiąść i napisać stronę.

Potem następną.

Potem poprawić dwadzieścia stron, które wczoraj wydawały się genialne.

W fantazji prowadzimy własną firmę.

W rzeczywistości trzeba stworzyć ofertę, znaleźć klientów, policzyć koszty, wystawić fakturę i zrobić pracę również wtedy, kiedy nie czujemy inspiracji.

To nie zabija marzenia.

Nadaje mu ciało.

Cel i intencja mogą być początkiem. Plan tworzy drogę dostarczenia. Działanie pozwala sprawdzić, czy to, co istniało w wyobraźni, potrafi spotkać rzeczywistość.

Nie musimy planować każdego szczegółu przyszłości.

Ale jeżeli marzenie od lat pozostaje wyłącznie marzeniem, warto zapytać, czy naprawdę chcemy je zrealizować, czy bardziej lubimy wyobrażać sobie siebie jako osobę, która kiedyś to zrobi.

Pytania do introspekcji

  • O jakim doświadczeniu ostatnio często myślę i co tak naprawdę mnie w nim pociąga?
  • Czy istnieje marzenie, które od lat noszę w wyobraźni, ale nigdy nie zrobiłam/zrobiłem w jego stronę konkretnego kroku?
  • Co wierzę, że poczuję, kiedy moje marzenie się spełni?
  • Czy potrzebuję konkretnego doświadczenia, czy próbuję poprzez nie dotrzeć do uczucia wolności, bezpieczeństwa, uznania, miłości albo przygody?
  • Gdzie moje oczekiwania wobec przyszłości są tak szczegółowe, że rzeczywistość ma niewielką szansę im sprostać?
  • Czy potrafię cieszyć się oczekiwaniem, nie opuszczając przy tym życia, które dzieje się dzisiaj?
  • Która fantazja inspiruje mnie do działania, a która pozwala mi unikać działania?
  • Jaki najmniejszy konkretny krok mogę wykonać, żeby sprawdzić swoje marzenie w rzeczywistości?
  • Gdybym wiedziała/wiedział, że prawdziwe doświadczenie będzie inne od mojich wyobrażeń, czy nadal chcę w nie wejść?

Wyobraźnia może pokazać kierunek. Dopiero życie pokaże nam, czym naprawdę jest droga.

Brama 41 w relacjach

Niewiele przestrzeni w życiu jest tak podatnych na fantazję jak miłość.

Zanim dobrze poznamy człowieka, potrafimy stworzyć o nim całą historię.

Kilka rozmów.

Kilka gestów.

Kilka podobieństw.

I już widzimy przyszłość.

Nie zakochujemy się wtedy wyłącznie w człowieku.

Czasami zakochujemy się również w możliwości.

W tym, kim mógłby się stać.

Jak mogłaby wyglądać relacja.

Jak moglibyśmy się razem czuć.

Nie ma w tym niczego niezwykłego.

Problem pojawia się wtedy, kiedy realny człowiek zaczyna przeszkadzać nam w relacji z jego potencjałem.

On pokazuje, kim jest.

A my nadal patrzymy na to, kim mógłby być.

Ona mówi, czego chce.

A my słyszymy to, co mamy nadzieję, że kiedyś będzie chciała.

Czasami latami próbujemy kochać przyszłą wersję człowieka, który nigdy nie obiecał, że nią zostanie.

Dlatego jednym z najbardziej dojrzałych pytań w relacji może być:

„Czy kocham człowieka, który jest przede mną, czy historię, którą stworzyłam/stworzyłem na jego temat?”

To pytanie działa również w drugą stronę.

Możemy stworzyć fantazję o idealnym partnerze tak szczegółową, że żaden prawdziwy człowiek nie ma szans przejść castingu.

Powinien być czuły, ale niezależny. Ambitny, ale zawsze dostępny. Silny, ale nigdy dominujący. Spontaniczny, ale przewidywalny. Duchowy, praktyczny, atrakcyjny, stabilny finansowo, emocjonalnie świadomy i najlepiej jeszcze wiedzieć bez pytania, czego potrzebujemy.

Możemy oczywiście mieć standardy.

Powinniśmy wiedzieć, co jest dla nas ważne.

Ale warto zostawić przestrzeń na spotkanie człowieka, a nie wyłącznie własnej listy.

Bo bliskość zaczyna się naprawdę dopiero wtedy, kiedy kończy się część projekcji.

Przyszłość może stać się ucieczką od teraźniejszości

„Kiedy zarobię więcej, odpocznę.”

„Kiedy dzieci podrosną, zacznę żyć dla siebie.”

„Kiedy znajdę partnera, będę szczęśliwa/szczęśliwy.”

„Kiedy schudnę, zacznę nosić rzeczy, które naprawdę lubię.”

„Kiedy firma urośnie, będę mieć więcej czasu.”

„Kiedy się przeprowadzę, wszystko się zmieni.”

Przyszłość jest niezwykle wygodnym miejscem do przechowywania życia.

Nie musimy niczego robić dzisiaj.

Wszystko zacznie się później.

Oczywiście istnieją rzeczy, na które naprawdę trzeba czekać. Są etapy życia, których nie możemy przyspieszyć. Są cele wymagające lat pracy.

Ale warto zauważyć, kiedy przyszłość przestaje być kierunkiem i staje się warunkiem pozwolenia sobie na życie.

Być może nie możemy dzisiaj rzucić pracy i wyjechać na trzy miesiące.

Ale czy możemy znaleźć jedno popołudnie na coś, co kochamy?

Być może nie mamy jeszcze domu swoich marzeń.

Ale czy możemy stworzyć piękny kąt w mieszkaniu, w którym jesteśmy?

Być może biznes nie osiągnął jeszcze celu finansowego.

Ale czy naprawdę musimy czekać do tego momentu, żeby zjeść obiad bez laptopa?

Nie wszystko, czego pragniemy, jest dostępne dzisiaj.

Ale życie jest dostępne dzisiaj.

To ważne rozróżnienie.

Brama 41 w pracy, biznesie i tworzeniu

Biznes zaczyna się w wyobraźni.

Ktoś patrzy na problem i myśli:

„Można zrobić to inaczej.”

To jest początek produktu.

Usługi.

Firmy.

Książki.

Metody.

Nowego sposobu pracy.

Twórczość potrzebuje ludzi, którzy potrafią zobaczyć coś, czego jeszcze nie ma.

Ale biznes potrzebuje również momentu, w którym wizja zostaje wystawiona na kontakt z rzeczywistością.

Czy ludzie tego potrzebują?

Czy chcą za to zapłacić?

Czy rozumieją ofertę?

Czy produkt działa?

Czy koszty mają sens?

Czy jesteśmy w stanie dostarczać obiecaną wartość?

To są pytania, których fantazja nie musi zadawać.

Rzeczywistość musi.

Dlatego dobra wizja nie obraża się na dane.

Pozwala się korygować.

Możemy kochać pomysł i jednocześnie zmienić sposób jego realizacji.

Możemy mieć jasny cel i korygować plan.

Możemy powiedzieć:

„To, co chcę stworzyć, nadal jest ważne. Ale sposób, w jaki próbuję to zrobić, nie działa.”

To nie zdrada wizji.

To dojrzałość.

Szczególnie w twórczości warto również uważać na uzależnienie od początku.

Nowy projekt jest ekscytujący.

Nowa nazwa.

Nowa strona.

Nowy kurs.

Nowy kanał.

Nowa strategia.

Nowy pomysł.

Na początku wszystko jest jeszcze doskonałe, ponieważ nie spotkało rzeczywistości.

Później zaczyna się praca.

I właśnie tam wizjoner musi nauczyć się czegoś, czego wyobraźnia nie może zrobić za niego.

Zostać.

Nie każde marzenie chce zostać zrealizowane

To może być jedna z najbardziej uwalniających rzeczy, jakie możemy sobie powiedzieć.

Nie musimy realizować każdego życia, które potrafimy sobie wyobrazić.

Mogę wyobrażać sobie mieszkanie w Nowym Jorku i nigdy się tam nie przeprowadzić.

Mogę przez chwilę marzyć o otwarciu restauracji, a później odkryć, że wcale nie chcę prowadzić restauracji.

Mogę zachwycić się czyimś stylem życia i po głębszym przyjrzeniu się zobaczyć, że podoba mi się jeden jego element, a nie całość.

Fantazja może być laboratorium.

Możemy przymierzać możliwości bez konieczności natychmiastowego zamieniania ich w zobowiązania.

To bardzo ważne.

Bo rozwój osobisty potrafi stworzyć presję, żeby każde pragnienie traktować jak „wezwanie”.

Nie musi nim być.

Czasami myśl jest tylko myślą.

Fantazja fantazją.

Ciekawość ciekawością.

Możemy pozwolić sobie coś wyobrazić bez obowiązku budowania z tego nowego życia.

Dojrzałość polega również na selekcji.

Które marzenia są piękne do odwiedzenia w wyobraźni, a które naprawdę chcę zamienić w doświadczenie?

Brama 41 w cieniu • kiedy wyobraźnia zaczyna zastępować życie

Cień tej jakości może pojawić się wtedy, kiedy przyszłość jest zawsze piękniejsza od teraźniejszości.

Jeszcze jeden cel.

Jeszcze jedna podróż.

Jeszcze jedna zmiana.

Jeszcze jeden projekt.

Jeszcze jedna wersja siebie.

Zawsze istnieje coś, co wydarzy się później i wreszcie sprawi, że poczujemy się pełni.

Wtedy teraźniejszość staje się poczekalnią.

Nie mieszkamy naprawdę w swoim życiu.

Czekamy na właściwe życie.

Możemy również używać fantazji jako miejsca, w którym wszystko pozostaje pod naszą kontrolą. W wyobraźni rozmowa przebiega idealnie. Projekt odnosi sukces. Człowiek odpowiada tak, jak chcemy. Nie ma odrzucenia, pomyłki ani nieprzewidzianych konsekwencji.

Dlatego czasami bezpieczniej jest marzyć niż spróbować.

Dopóki nie wysłałam/wysłałem książki do wydawnictwa, mogę wierzyć, że mogłaby zostać bestsellerem.

Dopóki nie uruchomiłam/uruchomiłem produktu, mogę wierzyć, że wszyscy go pokochają.

Dopóki nie zaprosiłam/zaprosiłem człowieka na randkę, nie muszę usłyszeć „nie”.

Fantazja chroni potencjał.

Działanie wystawia go na prawdę.

I właśnie dlatego działanie wymaga odwagi.

Drugi cień może wyglądać odwrotnie. Możemy przestać marzyć, ponieważ kiedyś się rozczarowaliśmy. Nie chcemy już niczego pragnąć, bo pragnienie tworzy możliwość zawodu.

Mówimy:

„Będę realistką/realistą.”

Ale czasami pod realizmem znajduje się strach przed ponownym otwarciem serca na możliwość.

Dojrzałość nie wymaga ani życia w fantazji, ani amputowania wyobraźni.

Potrzebuje jednego i drugiego:

pozwolić sobie zobaczyć możliwość, a potem mieć odwagę sprawdzić ją w rzeczywistości.

Integracja • od fantazji do świadomego tworzenia

Jeśli spojrzymy na tę jakość przez perspektywę Mapy Świadomości Davida Hawkinsa, możemy zauważyć, że nasze fantazje często nie dotyczą wyłącznie zewnętrznych doświadczeń. Pod nimi znajduje się uczucie, którego pragniemy.

Chcę pieniędzy, bo wyobrażam sobie wolność.

Chcę relacji, bo wyobrażam sobie miłość i bezpieczeństwo.

Chcę sukcesu, bo wyobrażam sobie uznanie.

Chcę podróży, bo wyobrażam sobie lekkość.

Chcę zmiany, bo wyobrażam sobie ulgę.

Nie oznacza to, że mamy przestać chcieć pieniędzy, relacji, sukcesu czy podróży.

Możemy ich pragnąć.

Ale warto zobaczyć uczucie ukryte pod obrazem.

Bo wtedy odkrywamy coś niezwykle ważnego:

część tego, czego szukamy w przyszłości, możemy zacząć budować już dzisiaj.

W perspektywie Hawkinsa Akceptacja (350) może oznaczać spotkanie z życiem takim, jakie jest teraz, bez używania przyszłości do odrzucania teraźniejszości. Mogę mieć cel i jednocześnie zaakceptować punkt, z którego startuję. Mogę chcieć więcej pieniędzy i nie nienawidzić obecnego stanu konta. Mogę pragnąć miłości i nie traktować dzisiejszego życia jak niepełnej wersji życia. Mogę marzyć o zmianie i nadal być obecna/obecny tutaj.

To ważne, ponieważ akceptacja nie zabija ambicji.

Może usunąć desperację.

Nie tworzę wtedy przyszłości po to, żeby uciec od siebie.

Tworzę ją, ponieważ chcę czegoś doświadczyć.

Na poziomie Miłości (500) możemy przestać stawiać przyszłości warunek:

„Musisz wyglądać dokładnie tak, jak sobie wyobraziłam/wyobraziłem.”

Mogę mieć intencję.

Mogę wybrać kierunek.

Mogę stworzyć plan.

Mogę pracować.

A jednocześnie pozostawić miejsce na odpowiedź życia.

Być może dostanę dokładnie to, czego chciałam/chciałem.

Być może coś innego.

Być może po drodze zmienię zdanie.

Miłość pozwala rzeczywistości być rzeczywistością, a nie tylko wykonawcą naszego scenariusza.

A Radość (540) może pojawić się wtedy, kiedy przestajemy odkładać pełnię życia do momentu spełnienia kolejnego marzenia. Nadal możemy pragnąć. Nadal możemy tworzyć. Nadal możemy czekać z ekscytacją na podróż, projekt, spotkanie albo nowy rozdział.

Ale dzisiejszy dzień przestaje być ceną, którą płacimy za przyszłość.

Możemy odpuszczać przekonanie:

„Będę szczęśliwa/szczęśliwy, kiedy...”

Uwalniać przywiązanie do jednego scenariusza.

Uwalniać strach przed rozczarowaniem.

Uwalniać potrzebę kontrolowania dokładnej formy rezultatu.

Uwalniać fantazję o przyszłej wersji siebie, która wreszcie będzie wystarczająca.

Poddawać Bogu to, czego nie możemy przewidzieć.

A jednocześnie robić swoją część.

Wybrać.

Zaplanować.

Zadzwonić.

Napisać.

Zarezerwować.

Stworzyć.

Spróbować.

Bo poddanie nie jest przeciwieństwem działania.

Może być działaniem bez obsesyjnej potrzeby kontrolowania odpowiedzi życia.

Esencja Bramy 41

Każde nowe doświadczenie ma moment, w którym jeszcze nie istnieje.

Jest myślą.

Obrazem.

Tęsknotą.

Zdaniem zapisanym w notesie.

Pomysłem wypowiedzianym przy kawie.

Cichym:

„A może...?”

Nie wiemy jeszcze, dokąd nas zaprowadzi.

I być może nie musimy wiedzieć.

Human Design może używać Bramy 41 jako języka do rozmowy o początku doświadczenia, pragnieniu i wyobraźni. Możemy potraktować ten obraz jak zaproszenie do przyjrzenia się temu, jakie przyszłości tworzymy we własnej głowie i co naprawdę próbują nam powiedzieć.

Nie musimy wierzyć każdej fantazji.

Nie musimy realizować każdego marzenia.

Nie musimy zamieniać każdego pragnienia w cel.

Ale warto czasami zatrzymać się przy obrazie, który uporczywie wraca.

Dlaczego właśnie ten?

Co mnie w nim woła?

Jakiego doświadczenia naprawdę pragnę?

Co to mówi o życiu, które chcę tworzyć?

A później przychodzi jeszcze jedno pytanie:

„Czy jestem gotowa/gotowy zrobić pierwszy rzeczywisty krok?”

Bo istnieje moment, w którym kolejne wyobrażanie sobie niczego już nie zmienia.

Trzeba wysłać wiadomość.

Otworzyć dokument.

Sprawdzić liczby.

Kupić bilet.

Odbyć rozmowę.

Powiedzieć „tak”.

Albo powiedzieć „nie”.

Wejść w doświadczenie.

I wtedy dzieje się coś pięknego.

Rzeczywistość zaczyna odpowiadać.

Nie zawsze tak, jak chcieliśmy.

Czasami drzwi się otwierają.

Czasami pozostają zamknięte.

Czasami odkrywamy, że marzenie było dokładnie tym, czego chcieliśmy.

Czasami po miesiącu mówimy:

„Dobrze, że spróbowałam/spróbowałem. Już wiem, że to nie moje.”

To również jest rezultat.

Bo życie daje nam informacje, których wyobraźnia nigdy nie będzie w stanie dostarczyć.

Możemy przez pięć lat zastanawiać się, czy coś jest dla nas.

A czasami tydzień prawdziwego doświadczenia odpowiada na pytanie.

Dlatego nie chcę, żeby Brama 41 była tylko opowieścią o marzeniu.

Chcę, żeby była również przypomnieniem o przejściu przez próg.

Wyobraźnia jest piękna.

Wizja jest cenna.

Pragnienie potrafi wskazać kierunek.

Ale nie przyszliśmy tutaj wyłącznie po to, żeby wyobrażać sobie życie.

Przyszliśmy je przeżyć.

Z jego niedoskonałością.

Z nieprzewidywalnością.

Z opóźnionymi lotami.

Z pierwszymi wersjami, które nie działają.

Z ludźmi, którzy nie mówią kwestii napisanych przez nas w scenariuszu.

Z planami, które trzeba poprawiać.

Z zachwytem, którego nie potrafiliśmy przewidzieć.

Z drogami, których nie było na naszej mapie.

Możesz więc marzyć.

Możesz wyobrażać sobie więcej.

Możesz pozwolić sobie zobaczyć życie większe niż to, które znasz dzisiaj.

A potem wybierz jedno marzenie, które naprawdę ma dla Ciebie znaczenie, i zapytaj:

„Co mogę zrobić, żeby przestało być wyłącznie obrazem w mojej głowie i dostało szansę spotkania się z rzeczywistością?”

Zrób ten krok.

A potem pozwól życiu odpowiedzieć.

Bo być może przyszłość zaczyna się właśnie w ten sposób.

Nie wtedy, kiedy znamy całą drogę.

Tylko wtedy, kiedy coś, co do tej pory istniało wyłącznie w naszej wyobraźni, po raz pierwszy dotyka ziemi.